piątek, 5 lutego 2016

Styczniowe denka

Witam.

Dzisiaj będzie bardziej kosmetycznie. A dokładnie będzie o denkach ze stycznia. Zgodnie z noworocznym postanowieniem, nie kupuję nowych kosmetyków, a zużywam zapasy. Chociaż idzie ciężko, bo kosmetyki zużywam bardzo powoli, to jakoś się to udaje. Dzisiaj, jak już wspomniałam, będzie o tym, co się skończyło w styczniu. Mimo, że niewiele tych skończonych produktów, to znajdą się i cudeńka, do których powrócę, jak i coś, co nie zachwyca. Zapraszam do czytania dalej.



No to zaczynamy.
Antyperspirant Lady Speed Stick AloeProtection. W zasadzie, to po Lady Speed Stick spodziewałam się czegoś lepszego. Zapach ma ładny, ale to tylko zapach. Gdzie jest ochrona? Pomijając fakt, że producent zapewnia ochronę 24-godzinną, to ja nawet kilkugodzinnej nie zauważyłam. Generalnie są dużo lepsze antyperspiranty na rynku. A sama mam chrapkę na naturalny ałun, który zagości u mnie po zużyciu obecnego antyperspirantu.
Olej rycynowy. Jego historia u mnie jest dość stara, bo kupiłam dawno, kiedy przeczytałam w Internecie, że pomaga na rozdwojone końcówki. Ale jakoś nie po drodze było mi go używać, i takim sposobem leżał w szafce. Aż do czasu, kiedy popadłam w manię dbania o włosy, i przypomniałam sobie o nim. Nie zjełczał ani nic z tych rzeczy, więc zaczęłam używać do włosów. I chociaż ma ciężką konsystencję, jak na olej rycynowy przystało, to bardzo fajnie działa na włosy. Ponadto ta malutka buteleczka jest nadzwyczaj wydajna, chyba właśnie przez tą konsystencję. Niestety nie zauważyłam przyciemnienia włosów, co podobno jest charakterystyczne dla oleju rycynowego, ale chyba za krótko używałam i jego stosowanie przeplatałam innymi olejami. Na pewno wrócę do niego, tylko najpierw zużyję pozostałą kolekcję olejów do włosów.
Babydream, szampon ułatwiający rozczesywanie włosów. Do szamponów Babydream mam ogromny sentyment, gdyż to właśnie był mój pierwszy szampon bez SLS. To znaczy ta podstawowa wersja. Od tego czasu zużyłam sporo butelek tego specyfiku, i nadal mnie nie zawiódł. Na początku denerwował mnie tym, że słabo się pieni. Z czasem jednak nauczyłam się, że włosy trzeba bardzo zmoczyć, aby zaczął się pienić. Czytałam też narzekania dziewczyn, że nie odpowiada im zapach. Mnie osobiście nie przeszkadza, a nawet się podoba. Pachnie dziecięcym pudrem. Ta wersja ma ułatwiać rozczesywanie włosów. Ciężko mi powiedzieć, czy rzeczywiście tak jest, gdyż zawsze po myciu nakładam odżywkę, i z rozczesywaniem nie mam problemów. Zapach i skuteczność mycia jest w zasadzie taka sama jak przy podstawowej wersji. Może odrobinę bardziej się pieni, chociaż może to ja już nauczyłam się, jak go stosować, aby się pienił. Z pewnością do niego wrócę, chociaż obecnie mam rosyjskie szampony.
Kremowy żel do mycia twarzy BeBeauty. O ile się nie mylę, to to chyba też był mój pierwszy łagodny żel do mycia twarzy. Również jest to moje kolejne opakowanie i również nadal mnie nie zawodzi. Ciężko powiedzieć o nim, że się pieni, ale chyba nie o to chodzi. Ważne, że dobrze myje i nie wysusza. Zapach ma bardzo delikatny, i trzeba się mocno "zaciągnąć", aby poczuć zapach. Jak dobrze pamiętam, to są jeszcze dwie inne wersje. Sama miałam jeszcze żelową wersję z drobinkami peelingującymi. Również dobra, ale chyba wolę tą kremową.


Matujący krem korygujący Tołpa. Tutaj mam problem co napisać. Z jednej strony to bardzo fajny krem. Rzeczywiście jest matujący, lekki, nie zapycha, nadaje się pod makijaż i nawilża. Byłoby prosto napisać, że jest godny polecenia. Tyle tylko, że ja mam mieszane uczucia. Po pierwsze cena. Może i nie jest najdroższy, ale do tanich też nie należy. Jest wydajny, bo wystarczy go niewiele, ale co nam po tym, skoro termin przydatności to 6 miesięcy od otwarcia. Może być ciężko zużyć w pół roku. Ponadto miał korygować niedoskonałości, a tego nie zauważyłam. Gdyby był tańszy, byłby nawet ok. Ale moim zdaniem zbyt wysoka cena w stosunku do jakości. Spodziewałam się czegoś więcej.

Maść witaminowa. Tu chyba nie będę się rozpisywać, zwłaszcza, że pisałam o niej tutaj. Niezbędnik w kosmetyczce. Przyda się zimą na spierzchnięte usta i szorstkie dłonie oraz latem, na zmęczoną słońcem skórę, włosy oraz na szorstką skórę stóp.



To już wszystko, co udało się zużyć w styczniu. Łazienkowe zbiory powoli topnieją, i czekam kiedy będę mogła wybrać się na duże kosmetyczne zakupy, w celu uzupełnienia półki. Oczywiście nic na zapas ;)
Używałyście coś z tych kosmetyków? Jakie są Wasze opinie na ich temat? 

Pozdrawiam
Czekoladowa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz